
Źródło: night-modders.com
Był rok 1986. Najbardziej zaawansowane komputery PC miały mniej pamięci niż dzisiejsze telefony komórkowe. Wtedy właśnie, w Feremont w stanie Kalifornia, narodziła się niewielka firma – Antec. Jej pierwszym pracownikom nawet przez myśl nie przeszło, że Antec stanie się czołowym producentem podzespołów do komputerów osobistych – ale stał się – i to całkiem szybko…”
Tak wygląda moja wolna interpretacja tekstu z oficjalnej strony Anteca – a jedno jestem wstanie potwierdzić na pewno – Antec jest obecnie niekwestionowanym liderem w produkcji zasilaczy pecetów. Oprócz tego zajmuje się także obudowami, oświetleniem, chłodzeniem i szeregiem innych akcesoriów, jednak moim skromnym zdaniem to właśnie na rynku zasilaczy odniósł największy sukces. Zgodnie z potrzebami rynku, w ofercie Anteca znajdziemy coś dla każdego – od zwykłych „szaraczków” o niewielkiej mocy, po podświetlane urządzenia do prądożernych zestawów lub bezgłośne jednostki dla tych, szczególnie wrażliwych na punkcie ciszy – wszystkie produkty posiadają charakterystyczne dla tej marki cechy – niesamowitą stabilność i gwarancję niezawodnej pracy przez lata.
Dziś zapoznamy się z dwoma kolejnymi zasilaczami Anteca, a dokładniej z modelem wchodzącym na nasz rynek: Antec Neopower, oraz modelem który już jakiś czas się na nim znajduje czyli Antec TrueBlue.
Antec NeoPower 480 W
Opakowanie wygląda iście „Matriksowo” – zielony, rozmazany tekst z którego wyłania się jakby w chwale, zasilacz Antena. Wygląda to całkiem elegancko, na ile elegancko może wyglądać tekturowe pudełko od zasilacza. Czuć jednak „to coś” co pozwala myśleć, że jest to świetny produkt – nie myślcie że jestem nawiedzony – chociaż już połowy z Was nie przekonam o mojej normalności, ale swojego zdania nie zmienię – zasilacze Antena są po prostu bardzo dobre.
Żeby jednak nie poświęcać całego artykułu na opis pudełka przejdę szybciutko do jego zawartości – a ta, jest po prostu imponująca. Po otworzeniu pudełka naszym oczom ukazuje się biała, bąbelkowa torebka, obok niej czarny kabel zasilający, który jako mało atrakcyjny z mojego punktu widzenia został natychmiast odłożony na bok. Chwilę potem wyjąłem przezroczystą torebeczkę, której zawartość była już bardzo atrakcyjna. Oto lista kabelków (i nie tylko) które tam znalazłem:
-Przejściówka ze złącza ATX 24 pin na 20 pin (10cm)
-3 oddzielne kable, każdy z 3 wtyczkami typu MOLEX (jeden 47cm, dwa po 77cm)
-Rozgałęziacz z Moleta na dwie wtyczki typu FDD (14cm)
-Kabel z 3 wtyczkami do napędów Serial ATA (77cm)
-Kabel zasilający do kart graficznych na złączu PCI-Express (60cm)
-Kabel posiadający dwie wtyczki FAN-ONLY (40cm)
-Torebka zawierająca 2 dodatkowe wtyczki SATA i 2 MOLEX, które można wpiąć w dowolnym miejscu na kablu zasilającym
Zaskoczeni? Nie? A może jednak… więc już tłumaczę – wszystkie te elementy wchodzą w skład tak zwanego (przez producenta oczywiścię) Advanced Cable Managment System (ACMS? Nieee… po prostu – zaawansowany system zarządzania kablami). Tak więc pierwszą cechę tego niecodziennego zasilacza mamy już za sobą. Czym jeszcze może się pochwalić NeoPower? Według Antena wygląda to tak (w nawiasach w razie możliwości moja subiektywna opinia na dany temat, coby wzbogacić tą listę
Główne cechy zasilacza Antec NeoPOWER 480
-Standard ATX12V w wersji 2.0 który pozwala na zaoszczędzenie aż do 25% poboru energii, a co za tym idzie powoduje zmniejszenie rachunków za energię! (niestety, nie jestem w stanie sprawdzić ile w tym racji, na pewno nowy standard niesie za sobą jakieś plusy, być może 25% Anteca nie jest przesadzone)
-Automatyczne rozpoznawanie dostarczonego zasilania pomiędzy 100V a 240V System Aktywnego PFC (o aktywnym PFC pisaliśmy już nie raz, dzięki lepszemu zarządzaniu energią pobiera z sieci elektrycznej tylko tyle mocy ile potrzebuje a ponadto stabilizuje napięcie na liniach wychodzących)
-Dwie oddzielne linie 12V zaspokoją nawet najbardziej prądożercze systemy (to prawda, ale nie tylko, to co ja cenię najbardziej to to, że wahania napięć na jednej linii nie powodują wahań na drugiej, co przekłada się na większą stabilność. Oddzielne linie 12V to już niemalże standard w zasilaczach Anteca i to się chwali)
-Specjalny kabel zasilający dla kart ze złączem PCI-Express (co prawda karty nowego standardu nie zadomowiły się jeszcze na dobre w komputerach szarych użytkowników, pewnym jest jednak, że będzie ich coraz więcej – tak więc jest to zasilacz na lata, który ani trochę nie boi się rozbudowy) -Dedykowane obwody dla każdego napięcia wychodzącego (i znowu, zwiększona stabilność i wydajność jednostki)
-System zapewniający chłodzenie odpowiednie dla obciążenia zasilacza (mówiąc prościej – im większe zapotrzebowanie na prąd, tym szybciej będzie obracał się ogromny, 120mm wentylator odpowiedzialny za jego słodzenie)
-Specjalne wtyczki Fan-Only umożliwiające kontrolę obrotów zamontowanych w obudowie wentylatorów (i znowu ukłon w stronę tych, którzy kochają ciszę)
-Szereg zabezpieczeń przed przegrzaniem i wahaniami napięć, gwarantując bezpieczeństwo naszego komputera.
-Pozłacane styki (lepsza przewodność prądu)
-AQ3 – 3 letnia gwarancja producenta
Najwyższa pora przejść do naszego głównego bohatera (mam świadomość, że nadużywam słowa „bohater” w odniesieniu do zasilacza :)). Po obszernym opisie funkcji i kabli dołączonych do zestawu, możemy wreszcie wyjąć NeoPowera z torebki i zobaczyć z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Pierwsze co rzuca się w oczy to brak kabli – ale my już wiemy gdzie one są. W zasilaczu mamy natomiast wejścia (tak zwane wtyki żeńskie) w które podłączamy opisane wcześniej kable – 4 sześcio-pinowe gniazda i jedno dwu-pinowe służące do podłączenia kabla Fan-Only. Mamy więc wybór, których kabli użyjemy – właściwie nie wybór… musimy oczywiście podłączyć wszystkie kable konieczne do podłączenia naszych podzespołów. Co z tego mamy? Mniej miejsca w obudowie zajmują zbędne kable – im mniej kabli tym lepszy obieg powietrza w obudowie. Ponadto ułatwia to znacznie montaż i demontaż zasilacza.
Nie można też zapomnieć o kablach ATX 24pin, 12V 4pin i 3-pinowemu kablu do regulacji obrotów wentylatora. Kabel ateiksowy posiada czarną osłonkę i jest odpowiednio giętki, aby nie sprawiał problemów podczas układania go w obudowie.
Zasilacz jest chłodzony przez duży, 120mm wentylator umieszczony na spodzie jednostki – dzięki temu zasilacz jest naprawdę bardzo bardzo cichy a przy tym wydajnie chłodzony. Prędkość wentylatora uzależniona jest od poziomu obciążenia zasilacza (o czym już pisałem ale domyślam się że nie każdy przebrnął przez nudną listę cech neopowera) co znaczne wpływa na poziom wydzielanego hałasu. Zdradzę Wam tak po znajomości, że jest jednym z najcichszych zasilaczy jakie kiedykolwiek testowałem. Duży + w tej kategorii.
Zasilacz wygląda bardzo ładnie i jest świetnie wykończony. Kolor jest raczej trudno określić – nazwijmy to „tytanowym” i umieśćmy gdzieś pomiędzy szarym a jasno czarnym i dodajmy że jest matowy a otrzymamy mniej więcej obraz naszego zasilacza.
Z tyłu znajdziemy oczywiście gniazdo zasilające i przełącznik I/O, a resztę powierzchni zajmuje kratka, którą wydostaje się na zewnątrz obudowy ciepłe powietrze.
Sam zasilacz jest dosyć ciężki, nikt nam go nosić nie każe, więc nie stanowi to problemu, a zwykło było się mawiać, ze zasilacz im cięższy, tym lepszy. Nie inaczej jest i tym razem.
Montaż przebiegł bez większych problemów, podłączyłem tylko te kabelki, które chciałem i nawet kusiło mnie, żeby wpiąć dodatkową wtyczkę gdzieś na kablu – po co? – zwykła ludzka ciekawość.. jeśli kiedyś będę posiadał taki na własność to nie omieszkam spróbować... i tu naszła mnie pewna refleksja (nie, nie o mojej przyszłości) – jeśli już wepnę taką dodatkową wtyczkę czyli tym samym natnę kable to już wtyczka musi tam zostać na stałe. Może nie jest to bardzo odkrywcze, ale warto o tym pamiętać.
Inną kwestią która mnie zaintrygowała, to wtyczka 4pin do płyt głównych pod Pentium4 – oczywiście nie było w niej nic dziwnego ale to chyba był właśnie ten problem – skoro można zrobić odpinane molexy i wszystkie inne kable, to czemu użytkownicy AMD (proszę usiąść i schować kije, wiem że wojna AMD vs. INTEL toczy się nadal zaciekle, ale ja nie opowiadam się po żadnej ze stron w tym artykule) nie mogliby wypiąć tego, nieużywanego przecież kabelka.. może po prostu nikt o tym nie pomyślał w Antecu, a może to ukłon w stronę zapominalskich... nie mi to rozstrzygać.
Właściwie wszystko gotowe – szkoda tylko, że wtyczki do FDD mają rozpiętość ok. 15 cm, przez co nie mogłem podłączyć naraz karty graficznej i stacji dyskietek – całe szczęście należę do nielicznego grona graczy posiadających grafiki z takim złączem zasilającym. Skorzystałem z przelotki kupionej gdzieś, kiedyś, przy okazji..
Wreszcie nastąpiła chwila uruchomienia komputera.. i co słyszę? Ciiiiiszę ;] Przede wszystkim ciszę... Mimo że wcale nie jestem wrażliwy na hałasy dobiegające z mojego peceta (i wcale nie czuję się przez to gorszy) to jednak porównać i ocenić poziom głośności jestem w stanie – NeoPOWER jest absolutnie cichuteńki, zarówno w stanie spoczynku jak i w stresie (o czym dane mi było przekonać się podczas testów).
Antec TrueBlue 480 W
Przyszedł czas na przyjrzenie się drugiemu zasilaczowi, Modelowi TrueBlue. Wbrew pozorom to nie są dwa różne zasilacze – to co z mojego punktu widzenia jest najważniejsze, czyli jakoś i wydajność pozostało niezmienione, aczkolwiek jest on troszkę innym produktem. Przede wszystkim z zewnątrz wygląda zupełnie niepozornie, ale to tylko takie pierwsze wrażenie. Jego prawdziwa moc ukryta jest wewnątrz.
Na początek przyjrzyjmy się, tak jak i w przypadku NeoPower’a cechom, jakie opisują ten zasilacz:
- Dedykowane obwody dla każdego napięcia wychodzącego (w przeciwieństwie do standartowych zasilaczy, czego Antec oczywiście nie ukrywa, ich produkt gwarantuje, że zasilacz zawsze dostarcza wystarczającą ilość mocy do podzespołów)
- Podniesienie stabilności poprzez podtrzymywanie napięcia na wszystkich obwodach (masło maślane… Generalnie chodzi o to, że zrobili wszystko, żeby napięcia były bliskie ideału)
- System cichego chłodzenia, zapewniający odpowiedni balans pomiędzy wytwarzanym hałasem a wydajnym chłodzeniem jednostki zasilającej (parafrazując to zdanie: system kontroli obrotów wentylatorów względem panującej wew. Zasilacza temperatury)
- 2 złącza Serial ATA (to już standart)
- Niebieskie podświetlenie (osobiście nie przepadam za świecidełkami, aczkolwiek nie wpływa to negatywnie na całokształt mojej opinii)
- Dwa, podwójnie łożyskowane wentylatory (dodajmy że a) 80mm b) całkiem ciche, aczkolwiek znam ludzi którym by to przeszkadzało :))
- Pozłacane styki (także standart – u Anteca oczywiście)
- MTBF: 80,000 godzin (okres pracy bez serwisowania)
- AQ3 – trzy letnia gwarancja producenta
- 5 standardowych Molexów (mało? Mało.)
- jeden molex zewnętrzny (na przykład do podłączenia katody).
Opakowanie niczym nie zaskakuje, wykonane jest ze sztywnej tektury, kolorystyka typowo Antec’owa (mam nadzieję że nic się nie stanie jeśli taki neologizm wprowadzę), na froncie możemy przeczytać „Be Cool, Get Blue” co oczywiście ma nas zachęcić, przekonując że mając świecący zasilacz jesteśmy fajniejsi. W oczy rzuca się także jaskrawo pomarańczowa ramka „Serial ATA Ready” – ja to potraktowałem jako standard.
Opakowanie nie zawiera nic czego nie moglibyśmy potrzebować – znajdziemy tam kabel zasilający, kilka śrubek, którymi przykręcimy zasilacz do obudowy (lub też nie), instrukcję obsługi… a i byłbym zapomniał… do kabla dodają zasilacz gratis.
Zasilacz wygląda całkiem elegancko, na topie ma wyprasowane (chcę przez to powiedzieć, że prasą mechaniczną czyli po prostu takie wklęsły, nie mam na myśli żelazka..) logo firmy. Jakość wykonania zasilacza absolutnie bez zarzutów – absolutnie niczego innego się nie spodziewałem po tej firmie. Grille na wentylatorach są kolory srebrnego. Na tyle znaleźć można zwyczajowy wyłącznik, gniazdo zasilające i coś nowego – zewnętrzne gniazdo typu Molex. Mamy dzięki temu możliwość podłączenia np. wentylatora, bez otwierania obudowy. Po co? Nie wnikam – ale na pewno doceni to rzesza moderów, gdyż daje to możliwość rozbudowy swojej modyfikacji o zewnętrzne elementy, bez wiercenia w obudowie (lub innych kombinacji). Pomysł nie jest zły.
Brakuje jednak kabli wewnątrz. Mamy co prawda 7 wtyczek molexowych, jednak dwie z nich to wtyczki typu fan-only. Gdzieś na jakimś forum mignęła mi informacja, że jeden z użytkowników podłączył pod to dysk twardy i działa bez problemu – powiem szczerze, że to doświadczenie z serii „nie próbujcie tego w domu”. Zwykłych molexów jest mało i trzeba się ratować rozgałęziaczami, co chyba niepotrzebnie powoduje bałagan w obudowie. Wtyczki Serial ATA cieszą a i owszem, przyszłościowa sprawa, ale traktuję to jako niezbędne minimum w zasilaczach tej klasy.
Montaż oczywiście przebiegał bezproblemowo, molety pasują wręcz idealnie do napędów (w niektórych zasilaczach z niższej półki nie raz zdarzało mi się siłować z krnąbrnymi wtyczkami), przechodzimy do pierwszego uruchomienia…… i stała się jasność ;]
Warto wspomnieć że podświetlenie to nie podświetlenie wentylatorów jako takich, tylko rozmieszczenie dwóch diod LED w strategicznych punktach, jedna świeci do wnętrza obudowy, druga zdecydowanie na zewnątrz. Z mojego punktu widzenia przede wszystkim ułatwia to podmianę LED’ów na inne :) ale też daje bardzo ładny efekt (którego nie uchwyci żadne zdjęcie, musicie to zobaczyć na własne oczy!).
Platforma testowa:
-Płyta główna: ASUS P4P800 Deluxe
-Procesor: INTEL Pentium IV 2,8@3,3 GHz
-Pamięci: 4x 256 MB Kingston HyperX 400 MHz
-Karta graficzna: ATi Radon 9500 Pro, 275/270 @ 330/320
-Dyski: 2x Seagate (40 i 120 GB, 7200 obrotów), WD Caviar 14 GB, 5400 obrotów
-Napędy optyczne: CDRW LG 48x/16x/48x
-Klawiatura, mysz – Logitech
-2 wentylatory 80 mm
Standardowo przedstawię Wam pokrótccę procedurę testową. IDLE są to wyniki jakie uzyskał zasilacz w staine spoczynku, zmierzone 15 minut po uruchomieniu komputera, winami w tle, arkusz kalkulacyjny. STRESS, czyli wykorzystanie maximum możliwości komputera – torture test, 3DMark03, PCMark02
Dodatkowo do porównania użyliśmy dwóch zasilaczy z poprzedniego testu
Przejdźmy zatem do wyników.
12 Volt
Jak widać na wykresach NeoPower Blisko ideału, Prawie idealne 12 Volt zarówno w stress jak i w Idle, a wachania niewielkie. Brawa dla Neopower :).
Niestety szokuje TrueBlue , napięcia znacznie poniżej 12 V , nawet w idle. Cóż, czasem tak musi być.
-12 Volt
Tutaj żaden z zasilaczy się nie popisał. Wyniki Anteca znacznie powyżej -12 V. Pomimo tego że napięcia ujemne nie są tak istotne dla komputera, dobrze jednak gdy są takie jak być powinny.
5 Volt
Jak widać na wykresach , Neopower na prowadzeniu. W stress niemal równe 5V (5.01), w idle również bardzo dobrze.
Trueblue nieco słabiej od Neopower`a , ale w dopuszczalnych granicach.
-5 Volt
Teraz pora na małe odwrócenie ról. W teście linii -5 volt najlepiej wypadł Trueblue, zaraz potem Faworyt w poprzednich konkurencjach Neopower.
3.3 Volt
Tutaj różnice sięgały setnych części volta. Obaj zawodnicy Anteca wypadli bardzo dobrze.
Podsumowanie
Mimo że odpinane przewody nie są wymysłem Anteca, to właśnie on w bardzo dobrym stylu wykorzystał tą metodę, aby uatrakcyjnić swój produkt i podejrzewam, że wielu innych producentów podąży tym samym tropem. Wszystko jest wykonane bardzo dokładne i definitywnie przemyślane, jedynie niemozliwość odpięcia wtyczki 4pin do P4 rzuciła mi się oczy.
Jeśli chodzi o wydajność to chyba nie ma znaczenia to co napiszę juz po przedstawieniu wyników - świetnych wyników - choć co prawda nie są idealne, ale pokażcie mi ideał. Ważne że Antec stara się zbliżyć do tego ideału i wychodzi mu to naprawdę dobrze.
Podsumowywując podsumowywanie: bardzo dobra wydajność, cicha praca, praktyczny system zarządzania kabelkami i wiele wiele innych - same zalety. Jeśli miałbym się doszukać jakieś wady, to na siłę dopiszę zbyt małą rozpiętość kabli fdd, z czym problemy będą mieli posiadacze kart graficznych zasilanych tym właśnie wejśćiem... no dobra - czepiam się.
Jeżeli chodzi o Trueblue to Smuci fakt że, zaskakująco „kiepsko” wypada jednak linia 12V… a nie powinna z powodu wykorzystania przez Anteca oddzielnych obwodów dla każdego napięcia… Macie jednak powód do rozważań i kolejny przykład na to, że ideał – nie istnieje (bunt podniosą zapewne kobiety po przeczytaniu tych słów, które uważają się za formę wyższą nad nami, mężczyznami…).
Przedstawiłem Wam dwa, praktycznie różne produkty jednej firmy. Nie ma co ukrywać, ze bardziej innowacyjny i nowoczesny jest NeoPOWER, ale i TruBlue znajdzie swoich amatorów – wszystko zależy od Was, moi drodzy i od tego, co dla Was jest w zasilaczu najważniejsze. Dziękuję za uwagę. Do następnej recenzji!
Tak wygląda moja wolna interpretacja tekstu z oficjalnej strony Anteca – a jedno jestem wstanie potwierdzić na pewno – Antec jest obecnie niekwestionowanym liderem w produkcji zasilaczy pecetów. Oprócz tego zajmuje się także obudowami, oświetleniem, chłodzeniem i szeregiem innych akcesoriów, jednak moim skromnym zdaniem to właśnie na rynku zasilaczy odniósł największy sukces. Zgodnie z potrzebami rynku, w ofercie Anteca znajdziemy coś dla każdego – od zwykłych „szaraczków” o niewielkiej mocy, po podświetlane urządzenia do prądożernych zestawów lub bezgłośne jednostki dla tych, szczególnie wrażliwych na punkcie ciszy – wszystkie produkty posiadają charakterystyczne dla tej marki cechy – niesamowitą stabilność i gwarancję niezawodnej pracy przez lata.
Dziś zapoznamy się z dwoma kolejnymi zasilaczami Anteca, a dokładniej z modelem wchodzącym na nasz rynek: Antec Neopower, oraz modelem który już jakiś czas się na nim znajduje czyli Antec TrueBlue.
Antec NeoPower 480 W
Opakowanie wygląda iście „Matriksowo” – zielony, rozmazany tekst z którego wyłania się jakby w chwale, zasilacz Antena. Wygląda to całkiem elegancko, na ile elegancko może wyglądać tekturowe pudełko od zasilacza. Czuć jednak „to coś” co pozwala myśleć, że jest to świetny produkt – nie myślcie że jestem nawiedzony – chociaż już połowy z Was nie przekonam o mojej normalności, ale swojego zdania nie zmienię – zasilacze Antena są po prostu bardzo dobre.
Żeby jednak nie poświęcać całego artykułu na opis pudełka przejdę szybciutko do jego zawartości – a ta, jest po prostu imponująca. Po otworzeniu pudełka naszym oczom ukazuje się biała, bąbelkowa torebka, obok niej czarny kabel zasilający, który jako mało atrakcyjny z mojego punktu widzenia został natychmiast odłożony na bok. Chwilę potem wyjąłem przezroczystą torebeczkę, której zawartość była już bardzo atrakcyjna. Oto lista kabelków (i nie tylko) które tam znalazłem:
-Przejściówka ze złącza ATX 24 pin na 20 pin (10cm)
-3 oddzielne kable, każdy z 3 wtyczkami typu MOLEX (jeden 47cm, dwa po 77cm)
-Rozgałęziacz z Moleta na dwie wtyczki typu FDD (14cm)
-Kabel z 3 wtyczkami do napędów Serial ATA (77cm)
-Kabel zasilający do kart graficznych na złączu PCI-Express (60cm)
-Kabel posiadający dwie wtyczki FAN-ONLY (40cm)
-Torebka zawierająca 2 dodatkowe wtyczki SATA i 2 MOLEX, które można wpiąć w dowolnym miejscu na kablu zasilającym
Zaskoczeni? Nie? A może jednak… więc już tłumaczę – wszystkie te elementy wchodzą w skład tak zwanego (przez producenta oczywiścię) Advanced Cable Managment System (ACMS? Nieee… po prostu – zaawansowany system zarządzania kablami). Tak więc pierwszą cechę tego niecodziennego zasilacza mamy już za sobą. Czym jeszcze może się pochwalić NeoPower? Według Antena wygląda to tak (w nawiasach w razie możliwości moja subiektywna opinia na dany temat, coby wzbogacić tą listę
Główne cechy zasilacza Antec NeoPOWER 480
-Standard ATX12V w wersji 2.0 który pozwala na zaoszczędzenie aż do 25% poboru energii, a co za tym idzie powoduje zmniejszenie rachunków za energię! (niestety, nie jestem w stanie sprawdzić ile w tym racji, na pewno nowy standard niesie za sobą jakieś plusy, być może 25% Anteca nie jest przesadzone)
-Automatyczne rozpoznawanie dostarczonego zasilania pomiędzy 100V a 240V System Aktywnego PFC (o aktywnym PFC pisaliśmy już nie raz, dzięki lepszemu zarządzaniu energią pobiera z sieci elektrycznej tylko tyle mocy ile potrzebuje a ponadto stabilizuje napięcie na liniach wychodzących)
-Dwie oddzielne linie 12V zaspokoją nawet najbardziej prądożercze systemy (to prawda, ale nie tylko, to co ja cenię najbardziej to to, że wahania napięć na jednej linii nie powodują wahań na drugiej, co przekłada się na większą stabilność. Oddzielne linie 12V to już niemalże standard w zasilaczach Anteca i to się chwali)
-Specjalny kabel zasilający dla kart ze złączem PCI-Express (co prawda karty nowego standardu nie zadomowiły się jeszcze na dobre w komputerach szarych użytkowników, pewnym jest jednak, że będzie ich coraz więcej – tak więc jest to zasilacz na lata, który ani trochę nie boi się rozbudowy) -Dedykowane obwody dla każdego napięcia wychodzącego (i znowu, zwiększona stabilność i wydajność jednostki)
-System zapewniający chłodzenie odpowiednie dla obciążenia zasilacza (mówiąc prościej – im większe zapotrzebowanie na prąd, tym szybciej będzie obracał się ogromny, 120mm wentylator odpowiedzialny za jego słodzenie)
-Specjalne wtyczki Fan-Only umożliwiające kontrolę obrotów zamontowanych w obudowie wentylatorów (i znowu ukłon w stronę tych, którzy kochają ciszę)
-Szereg zabezpieczeń przed przegrzaniem i wahaniami napięć, gwarantując bezpieczeństwo naszego komputera.
-Pozłacane styki (lepsza przewodność prądu)
-AQ3 – 3 letnia gwarancja producenta
Najwyższa pora przejść do naszego głównego bohatera (mam świadomość, że nadużywam słowa „bohater” w odniesieniu do zasilacza :)). Po obszernym opisie funkcji i kabli dołączonych do zestawu, możemy wreszcie wyjąć NeoPowera z torebki i zobaczyć z czym tak naprawdę mamy do czynienia. Pierwsze co rzuca się w oczy to brak kabli – ale my już wiemy gdzie one są. W zasilaczu mamy natomiast wejścia (tak zwane wtyki żeńskie) w które podłączamy opisane wcześniej kable – 4 sześcio-pinowe gniazda i jedno dwu-pinowe służące do podłączenia kabla Fan-Only. Mamy więc wybór, których kabli użyjemy – właściwie nie wybór… musimy oczywiście podłączyć wszystkie kable konieczne do podłączenia naszych podzespołów. Co z tego mamy? Mniej miejsca w obudowie zajmują zbędne kable – im mniej kabli tym lepszy obieg powietrza w obudowie. Ponadto ułatwia to znacznie montaż i demontaż zasilacza.
Nie można też zapomnieć o kablach ATX 24pin, 12V 4pin i 3-pinowemu kablu do regulacji obrotów wentylatora. Kabel ateiksowy posiada czarną osłonkę i jest odpowiednio giętki, aby nie sprawiał problemów podczas układania go w obudowie.
Zasilacz jest chłodzony przez duży, 120mm wentylator umieszczony na spodzie jednostki – dzięki temu zasilacz jest naprawdę bardzo bardzo cichy a przy tym wydajnie chłodzony. Prędkość wentylatora uzależniona jest od poziomu obciążenia zasilacza (o czym już pisałem ale domyślam się że nie każdy przebrnął przez nudną listę cech neopowera) co znaczne wpływa na poziom wydzielanego hałasu. Zdradzę Wam tak po znajomości, że jest jednym z najcichszych zasilaczy jakie kiedykolwiek testowałem. Duży + w tej kategorii.
Zasilacz wygląda bardzo ładnie i jest świetnie wykończony. Kolor jest raczej trudno określić – nazwijmy to „tytanowym” i umieśćmy gdzieś pomiędzy szarym a jasno czarnym i dodajmy że jest matowy a otrzymamy mniej więcej obraz naszego zasilacza.
Z tyłu znajdziemy oczywiście gniazdo zasilające i przełącznik I/O, a resztę powierzchni zajmuje kratka, którą wydostaje się na zewnątrz obudowy ciepłe powietrze.
Sam zasilacz jest dosyć ciężki, nikt nam go nosić nie każe, więc nie stanowi to problemu, a zwykło było się mawiać, ze zasilacz im cięższy, tym lepszy. Nie inaczej jest i tym razem.
Montaż przebiegł bez większych problemów, podłączyłem tylko te kabelki, które chciałem i nawet kusiło mnie, żeby wpiąć dodatkową wtyczkę gdzieś na kablu – po co? – zwykła ludzka ciekawość.. jeśli kiedyś będę posiadał taki na własność to nie omieszkam spróbować... i tu naszła mnie pewna refleksja (nie, nie o mojej przyszłości) – jeśli już wepnę taką dodatkową wtyczkę czyli tym samym natnę kable to już wtyczka musi tam zostać na stałe. Może nie jest to bardzo odkrywcze, ale warto o tym pamiętać.
Inną kwestią która mnie zaintrygowała, to wtyczka 4pin do płyt głównych pod Pentium4 – oczywiście nie było w niej nic dziwnego ale to chyba był właśnie ten problem – skoro można zrobić odpinane molexy i wszystkie inne kable, to czemu użytkownicy AMD (proszę usiąść i schować kije, wiem że wojna AMD vs. INTEL toczy się nadal zaciekle, ale ja nie opowiadam się po żadnej ze stron w tym artykule) nie mogliby wypiąć tego, nieużywanego przecież kabelka.. może po prostu nikt o tym nie pomyślał w Antecu, a może to ukłon w stronę zapominalskich... nie mi to rozstrzygać.
Właściwie wszystko gotowe – szkoda tylko, że wtyczki do FDD mają rozpiętość ok. 15 cm, przez co nie mogłem podłączyć naraz karty graficznej i stacji dyskietek – całe szczęście należę do nielicznego grona graczy posiadających grafiki z takim złączem zasilającym. Skorzystałem z przelotki kupionej gdzieś, kiedyś, przy okazji..
Wreszcie nastąpiła chwila uruchomienia komputera.. i co słyszę? Ciiiiiszę ;] Przede wszystkim ciszę... Mimo że wcale nie jestem wrażliwy na hałasy dobiegające z mojego peceta (i wcale nie czuję się przez to gorszy) to jednak porównać i ocenić poziom głośności jestem w stanie – NeoPOWER jest absolutnie cichuteńki, zarówno w stanie spoczynku jak i w stresie (o czym dane mi było przekonać się podczas testów).
Antec TrueBlue 480 W
Przyszedł czas na przyjrzenie się drugiemu zasilaczowi, Modelowi TrueBlue. Wbrew pozorom to nie są dwa różne zasilacze – to co z mojego punktu widzenia jest najważniejsze, czyli jakoś i wydajność pozostało niezmienione, aczkolwiek jest on troszkę innym produktem. Przede wszystkim z zewnątrz wygląda zupełnie niepozornie, ale to tylko takie pierwsze wrażenie. Jego prawdziwa moc ukryta jest wewnątrz.
Na początek przyjrzyjmy się, tak jak i w przypadku NeoPower’a cechom, jakie opisują ten zasilacz:
- Dedykowane obwody dla każdego napięcia wychodzącego (w przeciwieństwie do standartowych zasilaczy, czego Antec oczywiście nie ukrywa, ich produkt gwarantuje, że zasilacz zawsze dostarcza wystarczającą ilość mocy do podzespołów)
- Podniesienie stabilności poprzez podtrzymywanie napięcia na wszystkich obwodach (masło maślane… Generalnie chodzi o to, że zrobili wszystko, żeby napięcia były bliskie ideału)
- System cichego chłodzenia, zapewniający odpowiedni balans pomiędzy wytwarzanym hałasem a wydajnym chłodzeniem jednostki zasilającej (parafrazując to zdanie: system kontroli obrotów wentylatorów względem panującej wew. Zasilacza temperatury)
- 2 złącza Serial ATA (to już standart)
- Niebieskie podświetlenie (osobiście nie przepadam za świecidełkami, aczkolwiek nie wpływa to negatywnie na całokształt mojej opinii)
- Dwa, podwójnie łożyskowane wentylatory (dodajmy że a) 80mm b) całkiem ciche, aczkolwiek znam ludzi którym by to przeszkadzało :))
- Pozłacane styki (także standart – u Anteca oczywiście)
- MTBF: 80,000 godzin (okres pracy bez serwisowania)
- AQ3 – trzy letnia gwarancja producenta
- 5 standardowych Molexów (mało? Mało.)
- jeden molex zewnętrzny (na przykład do podłączenia katody).
Opakowanie niczym nie zaskakuje, wykonane jest ze sztywnej tektury, kolorystyka typowo Antec’owa (mam nadzieję że nic się nie stanie jeśli taki neologizm wprowadzę), na froncie możemy przeczytać „Be Cool, Get Blue” co oczywiście ma nas zachęcić, przekonując że mając świecący zasilacz jesteśmy fajniejsi. W oczy rzuca się także jaskrawo pomarańczowa ramka „Serial ATA Ready” – ja to potraktowałem jako standard.
Opakowanie nie zawiera nic czego nie moglibyśmy potrzebować – znajdziemy tam kabel zasilający, kilka śrubek, którymi przykręcimy zasilacz do obudowy (lub też nie), instrukcję obsługi… a i byłbym zapomniał… do kabla dodają zasilacz gratis.
Zasilacz wygląda całkiem elegancko, na topie ma wyprasowane (chcę przez to powiedzieć, że prasą mechaniczną czyli po prostu takie wklęsły, nie mam na myśli żelazka..) logo firmy. Jakość wykonania zasilacza absolutnie bez zarzutów – absolutnie niczego innego się nie spodziewałem po tej firmie. Grille na wentylatorach są kolory srebrnego. Na tyle znaleźć można zwyczajowy wyłącznik, gniazdo zasilające i coś nowego – zewnętrzne gniazdo typu Molex. Mamy dzięki temu możliwość podłączenia np. wentylatora, bez otwierania obudowy. Po co? Nie wnikam – ale na pewno doceni to rzesza moderów, gdyż daje to możliwość rozbudowy swojej modyfikacji o zewnętrzne elementy, bez wiercenia w obudowie (lub innych kombinacji). Pomysł nie jest zły.
Brakuje jednak kabli wewnątrz. Mamy co prawda 7 wtyczek molexowych, jednak dwie z nich to wtyczki typu fan-only. Gdzieś na jakimś forum mignęła mi informacja, że jeden z użytkowników podłączył pod to dysk twardy i działa bez problemu – powiem szczerze, że to doświadczenie z serii „nie próbujcie tego w domu”. Zwykłych molexów jest mało i trzeba się ratować rozgałęziaczami, co chyba niepotrzebnie powoduje bałagan w obudowie. Wtyczki Serial ATA cieszą a i owszem, przyszłościowa sprawa, ale traktuję to jako niezbędne minimum w zasilaczach tej klasy.
Montaż oczywiście przebiegał bezproblemowo, molety pasują wręcz idealnie do napędów (w niektórych zasilaczach z niższej półki nie raz zdarzało mi się siłować z krnąbrnymi wtyczkami), przechodzimy do pierwszego uruchomienia…… i stała się jasność ;]
Warto wspomnieć że podświetlenie to nie podświetlenie wentylatorów jako takich, tylko rozmieszczenie dwóch diod LED w strategicznych punktach, jedna świeci do wnętrza obudowy, druga zdecydowanie na zewnątrz. Z mojego punktu widzenia przede wszystkim ułatwia to podmianę LED’ów na inne :) ale też daje bardzo ładny efekt (którego nie uchwyci żadne zdjęcie, musicie to zobaczyć na własne oczy!).
Platforma testowa:
-Płyta główna: ASUS P4P800 Deluxe
-Procesor: INTEL Pentium IV 2,8@3,3 GHz
-Pamięci: 4x 256 MB Kingston HyperX 400 MHz
-Karta graficzna: ATi Radon 9500 Pro, 275/270 @ 330/320
-Dyski: 2x Seagate (40 i 120 GB, 7200 obrotów), WD Caviar 14 GB, 5400 obrotów
-Napędy optyczne: CDRW LG 48x/16x/48x
-Klawiatura, mysz – Logitech
-2 wentylatory 80 mm
Standardowo przedstawię Wam pokrótccę procedurę testową. IDLE są to wyniki jakie uzyskał zasilacz w staine spoczynku, zmierzone 15 minut po uruchomieniu komputera, winami w tle, arkusz kalkulacyjny. STRESS, czyli wykorzystanie maximum możliwości komputera – torture test, 3DMark03, PCMark02
Dodatkowo do porównania użyliśmy dwóch zasilaczy z poprzedniego testu
Przejdźmy zatem do wyników.
12 Volt

Źródło: night-modders.com
Jak widać na wykresach NeoPower Blisko ideału, Prawie idealne 12 Volt zarówno w stress jak i w Idle, a wachania niewielkie. Brawa dla Neopower :).
Niestety szokuje TrueBlue , napięcia znacznie poniżej 12 V , nawet w idle. Cóż, czasem tak musi być.
-12 Volt

Źródło: night-modders.com
Tutaj żaden z zasilaczy się nie popisał. Wyniki Anteca znacznie powyżej -12 V. Pomimo tego że napięcia ujemne nie są tak istotne dla komputera, dobrze jednak gdy są takie jak być powinny.
5 Volt

Źródło: night-modders.com
Jak widać na wykresach , Neopower na prowadzeniu. W stress niemal równe 5V (5.01), w idle również bardzo dobrze.
Trueblue nieco słabiej od Neopower`a , ale w dopuszczalnych granicach.
-5 Volt

Źródło: night-modders.com
Teraz pora na małe odwrócenie ról. W teście linii -5 volt najlepiej wypadł Trueblue, zaraz potem Faworyt w poprzednich konkurencjach Neopower.
3.3 Volt

Źródło: night-modders.com
Tutaj różnice sięgały setnych części volta. Obaj zawodnicy Anteca wypadli bardzo dobrze.
Podsumowanie
Mimo że odpinane przewody nie są wymysłem Anteca, to właśnie on w bardzo dobrym stylu wykorzystał tą metodę, aby uatrakcyjnić swój produkt i podejrzewam, że wielu innych producentów podąży tym samym tropem. Wszystko jest wykonane bardzo dokładne i definitywnie przemyślane, jedynie niemozliwość odpięcia wtyczki 4pin do P4 rzuciła mi się oczy.
Jeśli chodzi o wydajność to chyba nie ma znaczenia to co napiszę juz po przedstawieniu wyników - świetnych wyników - choć co prawda nie są idealne, ale pokażcie mi ideał. Ważne że Antec stara się zbliżyć do tego ideału i wychodzi mu to naprawdę dobrze.
Podsumowywując podsumowywanie: bardzo dobra wydajność, cicha praca, praktyczny system zarządzania kabelkami i wiele wiele innych - same zalety. Jeśli miałbym się doszukać jakieś wady, to na siłę dopiszę zbyt małą rozpiętość kabli fdd, z czym problemy będą mieli posiadacze kart graficznych zasilanych tym właśnie wejśćiem... no dobra - czepiam się.
Jeżeli chodzi o Trueblue to Smuci fakt że, zaskakująco „kiepsko” wypada jednak linia 12V… a nie powinna z powodu wykorzystania przez Anteca oddzielnych obwodów dla każdego napięcia… Macie jednak powód do rozważań i kolejny przykład na to, że ideał – nie istnieje (bunt podniosą zapewne kobiety po przeczytaniu tych słów, które uważają się za formę wyższą nad nami, mężczyznami…).
Przedstawiłem Wam dwa, praktycznie różne produkty jednej firmy. Nie ma co ukrywać, ze bardziej innowacyjny i nowoczesny jest NeoPOWER, ale i TruBlue znajdzie swoich amatorów – wszystko zależy od Was, moi drodzy i od tego, co dla Was jest w zasilaczu najważniejsze. Dziękuję za uwagę. Do następnej recenzji!
Źródło: night-modders
Artykuł pochodzi z: Zasilacze Antec - Na drodze do doskonałości...
2009-11-03 10:29:24






